Co powinno być na stronie firmowej

Lista rzeczy, bez których strona nie robi swojej roboty, i lista tych, które tylko zajmują miejsce. Ułożona według kolejności, w jakiej czyta ją ktoś, kto właśnie trafił do Ciebie z wyszukiwarki i ma może trzydzieści sekund cierpliwości.

  • Aktualizacja: 17 sierpnia 2026
  • Łukasz Gąsiecki
  • 8 zagadnień

Pierwszy ekran

To jedyna część strony, którą zobaczą wszyscy. Jeśli nie odpowie na trzy pytania, dalej nikt nie przewinie.

Trzy pytania brzmią: co to za firma, czy robi to, czego szukam, i co mam teraz zrobić. Brzmią banalnie, dopóki nie sprawdzi się własnej strony – bardzo często pierwszy ekran zajmuje zdjęcie uśmiechniętego zespołu i hasło „Twój partner w biznesie”, które nie odpowiada na żadne z nich.

  • Nagłówek mówiący konkretnie, co robisz – nazwa usługi, nie slogan
  • Obszar działania, jeśli pracujesz lokalnie
  • Numer telefonu widoczny bez przewijania i klikalny na telefonie
  • Jeden wyraźny przycisk z konkretną czynnością
  • Dwa albo trzy dowody wiarygodności w formie krótkich odznak

Test na dobry nagłówek: czy Twoja konkurencja mogłaby go użyć bez zmian? Jeśli tak, to nie jest nagłówek, tylko wypełniacz. „Kompleksowe rozwiązania dla wymagających klientów” pasuje do wszystkiego, a więc nie znaczy nic.

Jeden przycisk, nie pięć

Im więcej możliwości dasz człowiekowi na pierwszym ekranie, tym mniejsza szansa, że wybierze którąkolwiek. Jedna czynność główna – zwykle telefon albo formularz – i najwyżej jedna poboczna. Reszta może poczekać na dalszą część strony.

Opis usług, który da się przeczytać

Najczęstszy błąd na stronach firmowych to opisywanie usług językiem, którym mówi się w branży, a nie tym, którym klient ich szuka.

Klient nie szuka „kompleksowej obsługi instalacji niskoprądowych”. Szuka kogoś, kto podłączy mu domofon. Jeśli na stronie nie ma słowa „domofon”, nie znajdzie Cię ani w wyszukiwarce, ani wzrokiem, kiedy już wejdzie. Warto spisać, jakimi słowami ludzie pytają o Twoje usługi przez telefon, i użyć dokładnie tych słów.

  • Każda usługa nazwana tak, jak nazywa ją klient
  • Krótkie wyjaśnienie, co dokładnie obejmuje i kiedy się przydaje
  • Widełki cenowe albo chociaż punkt odniesienia
  • Informacja, czego nie robisz – oszczędza czas obu stronom

Ostatni punkt bywa zaskoczeniem, ale działa. Zdanie „nie zajmuję się serwisem sprzętu innych producentów” wygląda na utratę klienta, a w praktyce odsiewa telefony, z których i tak nic by nie wyszło, i buduje wrażenie, że wiesz, co robisz.

Dowody zamiast przymiotników

Napisanie o sobie „doświadczony” i „solidny” nic nie kosztuje, więc nic nie znaczy. Znaczenie mają rzeczy, które da się sprawdzić.

  • Zdjęcia własnych realizacji, nie z banku zdjęć
  • Opinie z imieniem i kontekstem, najlepiej podpięte pod wizytówkę Google
  • Liczby: ile lat, ile wykonanych zleceń, jaki czas reakcji
  • Certyfikaty i uprawnienia, jeśli w Twojej branży coś znaczą
  • Twarz i imię osoby, z którą klient będzie rozmawiał

Ostatni punkt jest niedoceniany, a przy jednoosobowej działalności i małej firmie działa mocniej niż cała reszta. Zdjęcie właściciela i jedno zdanie o tym, skąd się tu wziął, robi więcej dla zaufania niż akapit o misji firmy.

Opinie skopiowane jako sam tekst mają niewielką wartość, bo każdy widzi, że mogły zostać wymyślone. Odnośnik do wizytówki Google, gdzie te same opinie są widoczne u źródła, zmienia je z deklaracji w dowód.

Ceny – pokazywać czy nie

Najczęściej zadawane pytanie i jedno z niewielu, na które odpowiedź brzmi jednoznacznie: pokazywać.

Argument przeciwko jest zawsze ten sam: „każde zlecenie jest inne”. To prawda i nie ma znaczenia. Człowiek, który nie znajdzie żadnego punktu odniesienia, nie dzwoni, żeby zapytać – po prostu otwiera następną stronę z wyników. Tracisz go, zanim dowiesz się, że istniał.

Nie musisz podawać cennika co do złotówki. Wystarczy widełki, cena przykładowej typowej usługi albo koszt dojazdu i wyceny. Chodzi o to, żeby klient wiedział, czy rozmawiamy o dwustu złotych, czy o dwudziestu tysiącach – i żeby ci, dla których to za drogo, odpadli przed telefonem, a nie po godzinie rozmowy.

Podanie ceny działa też w drugą stronę: odsiewa zapytania, których nie chcesz. Strona bez cen przyciąga wszystkich, w tym tych, którzy szukają najtaniej. Strona z cenami przyciąga tych, którzy je zaakceptowali.

Kontakt, który naprawdę działa

Zaskakująco często to najsłabsze miejsce strony – mimo że jest jedynym powodem, dla którego ta strona istnieje.

  • Numer telefonu jako odnośnik, nie jako obrazek ani zwykły tekst
  • Godziny, w których odbierasz, i informacja, kiedy oddzwaniasz
  • Formularz z trzema polami, nie z dziesięcioma
  • Informacja, co się stanie po wysłaniu i w jakim czasie
  • Adres i mapa, jeśli klienci przyjeżdżają na miejsce
  • Pole „temat” z listą, na której nie ma tego, o co człowiek chce zapytać
  • Wymaganie adresu, NIP-u albo nazwy firmy przy pierwszym kontakcie
  • Formularz bez potwierdzenia, że cokolwiek zostało wysłane
  • Numer telefonu wpisany w grafikę, bo „roboty go wyciągną”
  • Adres e-mail w postaci „biuro małpa firma kropka pl”

Każde dodatkowe pole formularza obniża liczbę wysłanych zgłoszeń. Imię, telefon i jedno zdanie o sprawie wystarczą, żeby oddzwonić – resztę ustalisz w rozmowie, i to szybciej niż przez formularz.

Czego wymagają przepisy

Kilka elementów nie jest kwestią gustu ani konwersji. Ich brak to ryzyko, a nie niedopatrzenie estetyczne.

  • Pełne dane firmy: nazwa, forma prawna, adres, NIP
  • Polityka prywatności opisująca, jakie dane zbierasz i po co
  • Zgoda na cookies, jeśli używasz statystyk albo narzędzi reklamowych
  • Klauzula przy formularzu: kto jest administratorem danych
  • Regulamin, jeśli świadczysz usługi drogą elektroniczną
  • Szyfrowane połączenie, czyli certyfikat i adres zaczynający się od https

Najczęstszy błąd nie polega na braku banera cookies, tylko na tym, że baner jest, a mimo to statystyki uruchamiają się przed kliknięciem zgody. Wtedy formalnie zgoda istnieje, a praktycznie nie ma znaczenia – i to jest właśnie stan, który bywa kwestionowany.

Dostępność przestaje być dobrą praktyką, a staje się wymogiem. Europejski akt o dostępności obejmuje kolejne rodzaje usług cyfrowych, a niezależnie od przepisów te same zabiegi – kontrast, obsługa klawiaturą, opisy obrazów – poprawiają czytelność dla wszystkich i pomagają wyszukiwarce.

Czego lepiej nie umieszczać

Rzeczy, które kiedyś były standardem, a dziś działają na niekorzyść. Kilka z nich wciąż trafia do nowych projektów z rozpędu.

  • Ekran powitalny albo animacja, którą trzeba przeczekać
  • Automatycznie odtwarzana muzyka lub film z dźwiękiem
  • Karuzela zdjęć na pierwszym ekranie – ludzie oglądają pierwszy slajd i przewijają
  • Licznik odwiedzin i data ostatniej aktualizacji sprzed czterech lat
  • Zakładka „Aktualności” z jednym wpisem z otwarcia firmy
  • Zdjęcia z banku, na których uśmiechnięci ludzie w garniturach podają sobie ręce
  • Okno z zapisem do newslettera zasłaniające treść po trzech sekundach

Osobny przypadek to pusta zakładka. Lepiej nie mieć sekcji „Realizacje” niż mieć taką, w której są dwa zdjęcia sprzed pięciu lat. Pusta zakładka nie jest neutralna – mówi odwiedzającemu, że firma przestała się tym zajmować.

Lista kontrolna przed publikacją

Dziesięć sprawdzeń, które da się zrobić samodzielnie w kwadrans, zanim strona pójdzie na produkcję.

  1. Otwórz stronę na telefonie i spróbuj zadzwonić jednym kliknięciem.
  2. Wyślij formularz i sprawdź, czy wiadomość faktycznie doszła na skrzynkę.
  3. Przeczytaj pierwszy ekran na głos – czy odpowiada, co robisz i dla kogo.
  4. Sprawdź, czy każdy numer i adres na stronie jest aktualny.
  5. Kliknij wszystkie odnośniki, łącznie z tymi w stopce.
  6. Zobacz, jak strona wygląda przy powolnym łączu.
  7. Sprawdź adres w wyszukiwarce Google i zobacz, jaki opis się wyświetla.
  8. Przejdź stronę samą klawiaturą i sprawdź, czy widać, co jest zaznaczone.
  9. Odrzuć zgodę na cookies i sprawdź, czy statystyki naprawdę się nie uruchamiają.
  10. Poproś kogoś spoza firmy, żeby w minutę znalazł Twój numer telefonu.

Ostatni punkt wykrywa najwięcej problemów. Osoba, która zna stronę od środka, zawsze znajdzie wszystko – dlatego jej opinia jest w tej sprawie bezużyteczna.

Kryteria techniczne dobrej strony: SEO, dostępność, bezpieczeństwo

Najczęstsze pytania

Pytania, które słyszę najczęściej przy pierwszej rozmowie.

Ile podstron powinna mieć strona firmowa?

Najczęściej od trzech do pięciu: strona główna, usługi, o firmie i kontakt. Kolejne mają sens dopiero wtedy, gdy każda odpowiada na inne pytanie klienta – na przykład osobna podstrona na każdą usługę, której ludzie szukają po nazwie. Mnożenie podstron dla samego mnożenia rozprasza to, po co ktoś przyszedł.

Czy potrzebuję bloga na stronie firmowej?

Tylko jeśli zamierzasz go prowadzić. Blog z trzema wpisami sprzed dwóch lat szkodzi bardziej, niż pomaga, bo wygląda na porzucony. Jeśli nie masz czasu pisać regularnie, lepiej zainwestować ten wysiłek w porządne opisy usług i odpowiedzi na pytania klientów – to działa w wyszukiwarce podobnie, a nie wymaga ciągłego dokładania treści.

Czy muszę mieć zakładkę o firmie?

Warto, ale nie w formie historii przedsiębiorstwa od 1998 roku. Ludzie czytają tę zakładkę, żeby sprawdzić, z kim będą rozmawiać. Zdjęcie, imię, kilka zdań o tym, skąd się wzięło doświadczenie, i informacja, kto odbiera telefon – to wystarczy i to działa.

Czy pisać teksty samemu, czy zlecić?

Najlepszy tekst powstaje z rozmowy z Tobą, bo to Ty wiesz, o co pytają klienci. Nie musisz umieć pisać – wystarczy, że opowiesz. Teksty pisane bez kontaktu z firmą brzmią jak każde inne i dokładnie tak działają. Jeśli piszesz sam, zapisuj zdania, których używasz przez telefon; są lepsze niż wszystko, co wymyślisz przy klawiaturze.

Jak często trzeba aktualizować stronę firmową?

Treść – kiedy zmieniają się ceny, usługi albo dane kontaktowe, i to bez zwłoki, bo nieaktualny numer kosztuje więcej niż brak strony. Oprogramowanie i zabezpieczenia – na bieżąco, i to jest ta część, o której najłatwiej zapomnieć, bo nic nie widać, dopóki nie stanie się coś złego.

Czy strona wystarczy, żeby pojawiać się w Google?

Dla firmy działającej lokalnie zwykle tak, pod warunkiem że jest technicznie poprawna i podpięta pod wizytówkę Google. Wizytówka bywa nawet ważniejsza od samej strony przy zapytaniach z okolicy, a jest darmowa – jeśli miałbyś zrobić tylko jedną rzecz dla widoczności, zacznij od niej.

Chcesz stronę zrobioną według tych zasad?

Nie musisz przygotowywać tekstów ani wiedzieć, jak ma wyglądać. Opowiedz, czym się zajmujesz i o co pytają Cię klienci – resztę mam po swojej stronie.